Ławeczka c.d.

portrait-of-women-gustav-klimt

Niewidoma była ubrana w ciemnozielony trencz, dżinsy i wysokie jasnozielone modne kalosze. Mimo, że podtrzymywana przez siostrę, omiatała drogę przed sobą białą, cienką teleskopową laseczką używaną przez niewidomych. Jej jasne włosy były rozpuszczone i opadały swobodnie na ramiona. Oczy zasłoniła ciemnymi okularami o obszernych szkłach zasłaniających większość twarzy, która jak zwykle sprawiała wrażenie pogodnej. Kreska delikatnego uśmiechu rysowała się na jej pięknie zarysowanych  ustach pomalowanych czerwoną pomadką.

Jej siostra miała na sobie modną jaskrawoniebieską pikowaną kurtkę, czarne dżinsy i jesienne skórzane kozaczki na zamek. Szły wolno, ale poruszały się elegancko. „ Idą, jakby tańczyły”- przebiegło mi przez myśl. A chwilę później: „Kobiety Klimta”.

Usiadłem na ławce przy klombie. Kobiety przeszły, a raczej przepłynęły alejką . Głupio mi było gapić się na nie bez przerwy, więc rzucałem na nie okiem, a potem przez chwilę patrzyłem w innym kierunku. Usiadły na mojej ławeczce przy łabędziach i zaczęły rzucać kawałeczki bułki do wody. Wszystkie ptaki przypłynęły do unoszących się na zielonkawej powierzchni stawu kulek pieczywa. Kobiety wyciągały ze środka miąższ i zanim wyrzucały pokarm, długo formowały go w palcach. Prawie wcale ze sobą nie rozmawiały. Czasami padały jakieś pojedyncze słowa, czego domyślałem się po ruchu warg. Promienie słońca schowanego za koronami drzew rozświetlały liście nasycając barwy do ich najbardziej jaskrawych odcieni. Pomiędzy widlasto rozchodzącymi się alejkami stał kilkusetletni dąb. Jego liście od południowej strony miały kolor  złocisto-szafranowy, od północnej różne odcienie brązu od ciemnego burgunda, poprzez szarobrunatny do barwy minii. Miałem wrażenie, jakby rozłożyste drzewo uwięziło słońce tylko dla siebie. Jednak zmieniający położenie cień pnia mówił o tym, że ten jesienny romans i niedługo się skończy, a słońce wyplątawszy się z barwnej pułapki podąży dalej swoja drogą.

Jedna z sióstr, niewidoma, oparła swoją laseczkę o ławkę i zdjęła swój malachitowy jesienny płaszcz. Przewiesiła go przez oparcie, odchyliła głowę do tyłu i wyprostowała nogi. Druga z kobiet siedziała wyprostowana, jakby spięta z dłońmi schowanymi w kieszeni kurtki.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.