Jutro

Jutro będę znowu z Tobą. Jest mróz. Rano suche badyle traw są siwe. Nie ma ochoty wychodzić z domu. Tylko myśl o Tobie rozgrzewa. Żeby znów razem, krzątać się po kuchni, pić kawę, oglądać Kubricka, słuchać Hogartha aż do znudzenia. Wieczność ściśnięta do kilkudziesięciu godzin. Kiedy jestem u Ciebie, chciałbym związać wszystkim czasomierzom wskazówki, potłuc zegary, wsypać im piasek w tryby. Dzisiaj niech płynie szybko, jutro niech się zatrzyma.

Rozstanie

Już znam godzinę, o której będę musiał wyjść od Ciebie. Pada deszcz, jest ponuro. Właściwie to jest ulewa. Może gdyby było słońce, byłoby łatwiej. Trzy dni i trzy noce wyrwane czasowi. O każdej godzinie zawsze blisko siebie. A jednak cuda się zdarzają.

Jeszcze śpisz

Tych kilka dni tak ważnych. Zawsze blisko, zawsze obok siebie. Od śniadania aż do wieczora. Jeszcze śpisz. Twoje włosy rozsypane na poduszce. Ja chodziłem już z twoim psem w deszczu. Co będzie jutro pojutrze? Nie wiem. Teraz chwytam mocno każdą godzinę, lepię z niej wieczność.
W nocy myślałem o podłości niektórych ludzi, którzy teraz tak skrzętnie świętują, a którzy znów wrócą do swojego podłego stylu egzystencji. Będą wyszarpywać umierającym poduszki spod głów, kalekom kopać w kule i będą zasypiali w swoim skurwysyńskim zadowoleniu. Taki jest świat. Urządzony jak klatka. W poniedziałek znów zaryczy bydło na parkietach giełdy, wstaną do pracy sędziowie i prokuratorzy; generałowie założą mundury, ockną się politycy, drgną bankierzy w swoim galaretowatym pragnieniu grabienia. Zabulgoce mulista sadzawka świata. Ruszą do roboty kłamcy z telewizora i cała masa gatunków kłamliwych wszy. Te święta są świętami prawdy. Bierze mnie obrzydzenie, jak pomyślę o tej całej hołocie, która ruszy w pogoń za kasą, kradnąc i zabijając, ale co tam. Jak przyjdą do mnie, dam im ostatnią rzecz, jaką będę miał. Zostawię sobie tylko Ciebie.
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Słyszeliście, że powiedziano: ‚Oko za oko i ząb za ząb’.
A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi.
Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz!
Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące.
Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie”.

Ale jeszcze dzisiaj jesteśmy na naszej wyspie. Zaraz Cię zbudzę, bo sen kradnie mi Ciebie.

Z twojego dziennika ukradzione

21 X SOPOT 13.00 – SPOTKANIE
Ale tak naprawdę to jest, to właściwe spotkanie. Teraz jest tak, jak być miało od zawsze.
Spacer. Ty i ja.
Ty i moje najukochańsze miasto.
Ty i moja najukochańsza złota jesień.
Nie mogłoby być piękniej. Nie mogło być inaczej.

Jak zdjęcia przeplatają się te momenty:
gdy zbliżałeś się na spotkanie,
gdy otwierałam pudełko, by pokazać prezent dla Twojej córki, a Twoje ręce były tak blisko,
gdy patrzałeś na mnie, a ponad złotymi liśćmi leciało stado ptaków,
gdy szliśmy, a pod nogami leżały piękne kasztany (nie wiem czemu nie miałam odwagi po nie sięgnąć – zawsze zbieram kasztany),
gdy dotknąłeś mojej ręki w kawiarni (nie mam linii życia – „bo jestem aniołem”, chciałam powiedzieć – nie powiedziałam),
dlaczego nie podoba mi się moje imię ? Gdy Ty je wymawiasz, zawsze mi się podoba (nie powiedziałam),
znowu spacer, jesień, mój Sopot, a w nim Ty.
Długo czekałam byś wziął mnie za rękę.
W końcu wydawało mi się, że też o tym myślisz i zrobiłam to. Bo już tak mało tej drogi nam zostało. Też tego chciałeś. Chciałam, żeby ta chwila trwała długo, jak najdłużej.
Chciałam, żebyś stanął i mnie pocałował. Ale o to nie śmiałam poprosić.
Czułam ciepło Twojej silnej dłoni. Twoją twardą, skórzaną kurtkę. I pomyślałam, że mógłbyś tak mnie prowadzić przez życie dokąd zechcesz. Że mogłabym Ci zaufać.
A gdy staliśmy na przejściu… stało się. Pocałowałeś mnie.
Już nawet nie pamiętam, co dokładnie wtedy powiedziałeś … że musisz to zrobić, że chcesz…
Nie mogło być piękniej. Tak wyobrażałam sobie ten dzień.
Jakoś mnie jednak przeraziło, że na oczach całego świata, że tyle osób widzi tą chwilę, która powinna być tylko nasza. Była tylko nasza.
I ten przystanek, gdy czekaliśmy… Mówisz, że nie zapomnisz. Ja też nie zapomnę.
Gdy całowałeś mnie tak, jak nikt nigdy jeszcze, tak namiętnie.
Że byłeś tylko Ty, Twoje usta, Twoje dłonie…
Że przyszła chwila, że cały świat przestał się liczyć…
Że miałam wrażenie, że unoszę się nad ziemią…
Że cała już jestem i chcę być Twoja.
Ty jesteś mój.
Czułam Twój zapach… szorstkość Twojego swetra… Twoje ciało pod tym swetrem…Twój zarost na policzku… widziałam Twoje oczy, tak blisko…
Położyłeś moją dłoń na swoim sercu.
Czułam to, że pragniesz mnie tak mocno, jak ja pragnę Ciebie…
Powiedziałeś, że mamy takie same oczy… były takie same.
Teraz najpiękniejsze lata przeplatały się z czymś najpiękniejszym nowym…
Nie powiedziałam Ci, że dawno temu kilka metrów dalej całowałam się po raz pierwszy.
A teraz Ty całowałeś mnie po raz pierwszy, tak, że wszystko wokoło było nieważne. Bo cały mój świat był teraz w Tobie.
Piszę to i łzy płyną mi po policzku. Bo boję się, że życie daje nam piękne chwile na krótko, by zaraz zabrać. Bo boję się, że coś spłoszy tę miłość i odfrunie, jak ptak.
Napisałam, że jesteś wolny, jak ptak. I jedyne, co mogę zrobić, to próbować Cię oswoić, byś wracał. Tylko czy potrafię…
„Najchętniej, zamknąłbym Cię w klatce, bo kocham na Ciebie patrzeć”. Nie pierwszy raz przypominają mi się słowa tej piosenki, ale cóż to by była za miłość.
Staram się nie ograniczać Twojej wolności. Nie ingerować w Twoje życie. Ale to takie trudne.
Chciałabym wiedzieć o Tobie wszystko. Być z Tobą w każdej chwili dnia i nocy.
Chciałabym, abyś choć słowami opisywał mi miejsca, w których jesteś, bym mogła sobie wyobrażać, że jestem tam z Tobą.
Chciałabym móc przytulić się do Ciebie. Wtulić się w Ciebie i zasnąć w Twych ramionach.
Znowu słucham „The sky…”
Leszku …
***
Tyle czułych, ciepłych słów przeczytałam od Ciebie po tym spotkaniu.
Tak się cieszę, że czujesz tak, jak ja. Że jestem Ci bliska.
Że był to dla Ciebie cudowny dzień.
Że tęsknisz do mnie.

Też tak bardzo tęsknie…
i nadal czuję Twój zapach i Twoje silne ramiona.
Twoja Hann.

***
1 XI
Wszystkich Świętych i nasze kolejne spotkanie.
Początkowo nie spodobał mi się ten termin. Takie Święto zadumy i smutku, a przecież ja czułam radość, że będę widzieć się z Tobą. Nawet więcej: chęć dotyku, pocałunków, bliskości.
Wydawało mi się to nie na miejscu wobec tego Święta. Ale w końcu uświadomiłam sobie, że to dzień Wszystkich Świętych, radosny dzień…
Od rana nie mogłam powstrzymać uśmiechu. Od sms’a że wychodzisz w moim kierunku. Cały czas myślami szłam Ci naprzeciw.
Jak już minął czas odwiedzenia grobów, spotkaliśmy się rodzinnie na kawie i w końcu goście poszli, a czas jakby przyśpieszył. W końcu nadeszła chwila by wyjść Ci na spotkanie.
I znów ten rosnący niepokój, nie wiadomo przed czym, im bliżej, tym większy. Niepokój i radość.
Co chwila spoglądałam na zegarek. Jeszcze 10 min. Jeszcze 5 min. Jak zostały 3 minuty stwierdziłam, że muszę usiąść na chwilę na ławce, by uspokoić bijące serce… Postanowiłam nawet z premedytacją się spóźnić i czekałam na sms, że już jesteś.
Zostały ostatnie 2 minuty drogi do Ciebie. Jesienny park, ławka, pusto…
Usiadłam na ławce i obok zobaczyłam papieros. Może Twój.
Po chwili usłyszałam kroki i zobaczyłam, jak schodzisz po schodach. Coraz bliżej. Uśmiech.
Potem nasza piosenka „The sky…”; papieros rzeczywiście okazał się Twój.
Szkoda, że nie przyszłam trochę wcześniej, gdy czekałeś…
Jak siedzieliśmy objęci na tej ławce, słuchaliśmy muzyki (a może tylko ja słuchałam), znów cały świat przestał istnieć.
Był piękny słoneczny dzień. Sopot. Przepięknie kolorowo, jesiennie.
Jesień ma ciepłe kolory miłości. I tak ciepło, wtulona w Ciebie czułam się wówczas.
Tyle ludzi chodziło to w górę, to w dół. Milkli onieśmieleni naszą miłością. Niejedni zapewne zazdrościli. Czułam się taka szczęśliwa z Tobą. Tak mogłabym trwać i trwać.
Potem był piękny spacer alejkami nad morzem. Jestem taką szczęściarą :) Czułam się kochana, zaopiekowana, wprost otulona tą Miłością. Martwiłeś się czy nie jestem głodna, czy nie jestem zmęczona – siadaliśmy na ławkach. Opowiadałeś o sobie. Było cudownie.
Później zaprosiłeś mnie na obiad. Tak pięknie powiedziałeś: „muszę Cię nakarmić” :)
A w tej knajpce też było cudownie. Liczyło się każde objęcie, muśnięcie ręki – każdy gest dotyk. Tyle było tych chwil bliskości. Uśmiechu. Ciepła.
Jeśli Tobie tego w życiu brakuje, to wiedz, że mi też. Ilość okazywanych uczuć, ciepła, troski – jest między nami bardzo duża i bardzo potrzebna. Niech będzie tych chwil, jak najwięcej.
Sporo czasu spędziliśmy w tej ciepłej kafejce, ale obydwoje marzyliśmy jeszcze o spacerze, o byciu w parku tylko we dwoje.
W parku pod drzewem zacząłeś mnie całować. Tak namiętnie. Znów przestał się liczyć świat dookoła. Byliśmy tylko my. Przytuleni, zakochani, spragnieni poznania swoich ciał. Każda chwila tej namiętności mogłaby trwać nieskończenie długo.
Później zabrałeś mnie na naszą ławeczkę, gdzie siedzieliśmy przy pierwszym spotkaniu.
Nie wiem czy kiedykolwiek nacieszymy się swoją bliskością. Było tak cudownie razem. I gdy siedziałam przytulona na Twoich kolanach. Chwila rozstania niestety zbliżała się nieubłaganie.
Podarowałam Ci kasztan na szczęście. Powiedziałeś, że będziesz go pilnował :)
Czasem mam wrażenie, że mamy po 20 lat, że to pierwsza miłość. Miłość romantyczna o jakiej marzy się całe życie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Hanna

Ugościłaś moją samotność,
chwyciłaś październikowe słońce
i przyciągnęłaś je bliżej nas.
Bardzo blisko, bardzo.
Nieprawda, że nie można zatrzymać ziemi
w jej obłędnym tańcu,
wystarczy w nocy pomyśleć o Tobie.
Samotność ma na imię wszystko mi jedno,
Hanno, Miłość – oboje mamy wszystko.

ania-sylwek2000-2