Wróbelek

Śniadanie jadam około dwunastej w restauracji. Moim towarzyszem jest od kilku dni wróbelek. Przylatuje, siada i czeka w pewnej odległości. Rzucam mu okruszki bułki. Bierze je w dzióbek i odskakuje. Zajada nerwowo, kompulsywnie, rzucając łebkiem na wszystkie strony, jakby się bał. Ale mnie się nie lęka. Przyskakuje blisko mnie, prawie do buta. I czeka na następną porcję. Dopiero kiedy wstaję, odlatuje na pewną odległość. Jestem dla niego gigantem i kiedy ukazuję się mu w całej okazałości, nie wytrzymuje i oddala się, a może tylko okazuje mi respekt.
Mógłbym się z nim zaprzyjaźnić, gdyby to było możliwe. Może czuje, że lubię ptaki. Ale on jest z innej bajki. On jest nieświadomy i należy do całości istnienia. Ja poznałem moje principium indywiduationis, zostałem odkrojony od pełni istnienia. I mimo, że on jest ptakiem, to ja czuję się bardziej wolny. Bo wiem. Wiem, co mnie czeka, wiem, kim jestem. On nie wie. Więc nie pogadamy ptaszku…

Gdzie jest ten melon
Którego jestem płatem?

Ostrze srebrnego noża
Po co mnie okroiło?

Ona do niego

To nie przychodzi samo jak bose dziecko.
Albo właśnie tak. Przychodzi jak bose dziecko.
Wyławia nas z nieskończonej przestrzeni
Ciebie i mnie i stawia naprzeciw.
Chcę być, już teraz naprawdę chcę być.
Wzlecieć sponad gresu w salonie,
Które nie obija światła.
Szkic twarzy lekkim piórkiem rysuje się w oknie.
Okno twoją twarzą zabrało pół świata.
I może cały świat, nie wiem, nie jestem pewna.
Ty Jesteś, mogłabym być nawet tobą.
Gdybyś chciał. Nawet już od teraz.
Nawet gdybyś chciał, tylko połową
Ciebie. I gdy noc uniesie się, jak dym z papierosa pod sufit;
A dzień padnie znów na kolana,
I spadnie kropla wody z kranu w kuchni,
Której, śpiąc nie usłyszysz; zostanę sama.

Do Jo. w odpowiedzi na pytanie.

Jeśli chodzi o to, o czym rozmawialiśmy, to nie mogę się z tobą zgodzić. Pamiętasz tę piosenkę… Power? Szukasz mocy w silnym ramieniu ludzi omijających prawo, w złocie, w oparciu karty kredytowej, tsunami, grzybie atomowym? Ludzie potrzebują czego innego. Ostatnio byłem z moją córeczką. Nie chciała włóczyć się po galeriach. Chciała być ze mną, spacerować po lesie, zbierać żołędzie, czapeczki, kasztany, śmiać się i szukać cienia pod drzewami. To jest życie, to jest siła; nie gonienie za płynnością finansową. Nie wożenie tyłka w samochodzie, ale dziesięciokilometrowe spacery i odpoczywanie na łące pod kasztanem. Moja dziewczynka śmiała się, jak rozmawiałem z małymi pieskami przydrożnymi i tłumaczyłem jej, że muszą szczekać, żeby zarobić na miseczkę. Z jednym z nich zaprzyjaźniliśmy się. Czekał każdego dnia na nas i odprowadzał nas kilometr, aż mówiłem mu, żeby wracał do domu, bo się zgubi. Odwracał się i wracał. Śmiała się i mówiła, że jestem zdolny, bo znam psi język.
Są na świecie rzeczy, które są dla mnie cudowne, to znaczy, nie da się na nie zapracować, ani nijak zasłużyć. Miłość, pisanie poezji, zdolność do ekstazy w chwilowym spojrzeniu na drzewo, źdźbło trawy, jaskrawoniebieski chaber w pszenicy. To dary, którym ludzie są obdarzani niekoniecznie za zasługi. W Ewangeliach jest napisane: Spiritus flat, ubi vult…. To znaczy Duch upada tam, gdzie mu się podoba. Albo jeszcze inaczej, nawiedza tych, którym niekoniecznie się to należy. Nie będę tego rozwijał. Polecam zapoznanie się z historią Św. Pawła…
Odczuwanie cudowności nie jest stanem permanentnym, zdarza się rzadko i trwa krótko, ale jak pisał Dostojewski, cytuję w dowolnym przekładzie: nawet gdybym miał iść tam stópka za stópką milion lat i na dwie sekundy ujrzeć, to, co jest obiecane, poszedłbym…
W tych piosenkach, o których rozmawialiśmy są dobre teksty. Nie jest to wybitna poezja, ale dobrze mi leżą. Dopełnia je muzyka. Chciałbym tworzyć coś takiego.
A jeśli chodzi o pisanie wierszy. Cóż, nic na siłę. Nawet jakbym chciał wyjść poezji naprzeciw, nie wiedziałbym, w którą pójść stronę.
When it comes to love, it is similarly….