Żyłeś, jak chciałeś, kolego.
Umarłeś, jak chciała śmierć.
Wulgarna dosadność w telefonie:
─ Zgadnij, kto nie żyje?
─ Nie mam pojęcia.
─ Włodek.
Dzisiaj jest zima. Będzie wiosna, potem lato,
Jesień ubrana w swoją pstrokaciznę.
I później znowu zima, potem następna.
Miałeś za dobrze, zupełnie rozmiękłeś.
Byłeś łatwym łupem, zmieszczaniały.
Bałeś się nawet porządnego kaca.
Teraz mogę to powiedzieć, zrozumiesz,
Nie uniesiesz się gniewem dziecka.
Staniesz się jeszcze
Tematem dla sąsiadów,
Nie na długo, na tydzień dwa.
Tak się pocieszają: inni maja gorzej.
Ale ja pójdę dziś z tobą krokami tego wiersza
Do końca Wysokiej.
Dalej musisz iść sam.