Empatia

Siedziałem naprzeciwko tego mężczyzny. Utracił ją. Na zawsze. Swoje poranne słońce, jesienne ciepło, zimowy żar. Partnerkę do rozmów, swoją czułość, radość. Swój świat. Siedział niewzruszony, ale cały był płaczem. Wewnętrznym deszczem, któremu nie ma końca. Patrzałem na niego przez pryzmat mojego walącego się życia. Nie szukałem Boga wertykalnie, lecz horyzontalnie, wszerz, poprzez cały ból wszystkich ludzi, jaki w tej chwili mogłem pojąć. Tak poznałem Empatię, czyli cierpienie, od której jak mówią podręczniki psychologii odgrodziłem się kiedyś, patrząc jako dziecko na śmierć matki. Jaki byłem całe życie za moim murem? Skamieniały, wyniosły, dumny, nie znoszący sprzeciwu. Teraz klęczałem w sobie przed jego bólem. Jakiż mur nie upadnie podmyty łzami?