To

Grajek siedział na deptaku, pod zegarmistrzem. Nie wyglądał lumpowato, grał profesjonalnie, śpiewał trochę słabiej, ale wrzuciłem mu parę zeta i usiadłem na ławce. Parę godzin później wpadł z córeczką do centrum handlowego. Poznał mnie, uśmiechnął się. Córeczka – pięć, sześć latek ciągnęła go za rękę. Przyszli kupić sukienkę, kapelusz na letnie upały, świnkę morską? Nie wiem. Chłopie, życzę ci słońca.