Demokracja

Gdyby kiedyś, kiedyś w starych dobrych czasach minister Rzeczypospolitej wyjechał do Berlina i tam powiedział, że bardziej boi się niemieckiej bezczynności niż niemieckiej siły, to w drodze powrotnej na granicy zjadłyby go psy, bo nikt nie fatygowałby się plugawić szabli na takim karku. Ale czasy są jakie są. Rozpoczyna się epoka cwaniackich, tchórzliwych rozbiorów przy aprobacie półwykształconych głupców, popiardywaniu lokajów, skowycie kuglarzy i tak zwanych artystów. Lektura jak znalazł na te czasy Krasiński i Nieboska komedia.

Ja nie muszę jeść

Posłużę się słowami PERFECTU: Kryzys mogę znieść, ja nie muszę jeść, lecz niech przestaną truć. Tak na marginesie, mam już dość tych wypomadowanych politycznych dziwek – Pawlaków, Tusków i innych ogryzków. Oraz ich uwijających się skrupulatnie cieni, czyli mistrzów marionetek.

Wiatr

Wiało od soboty rana.
Gięło brzozy. Grzebień rżyska
Koncertował na piszczałkach
Zżętej słomy.
Las pohukiwał.
W południe zabrali prąd.
Stary ciął świece na pół.
Kątem oka
Śledził syna.
Wiatr rozhuśtał w młodym
Gniew na ojca.
Ten dom to więzienie.
Syczał. Klatka.
Nie ma stąd wyjścia.
Syn wyjrzał przez okno.
Nic. Ciemna ściana.
Żadnych gwiazd.
Blacha nieba
Klepie o kalenicę.
Nie chcesz mnie słuchać,
To rób, co chcesz.
Syn ubiera się.
Jak sobie życzysz.
Wychodzę.
Nie trzeba światła.
Ręce znajdują skobel.
Bydło porykuje.
Szczeble drabiny
Prowadzą w górę.
Nieomylnie.
Pułap ostatniej wspinaczki

Jest pozbawiony gwiazd.

Niech teraz ma,
Jak chciał.
Sznur przylega do szyi
Jak kołnierzyk koszuli.
Już nie słychać wiatru.
Wiatr ustał,
Nie wyje, nie trzeszczy świat.
Źdźbła słomy potrącone stopą
Rzeźbią ciemną galaretę powietrza.
Ustała niewygoda grawitacji.
Czy tylko to?
   

Bohater czy osioł

Okazało się, że kapitan Wrona, ten od lądowania awaryjnego jest raczej osłem. Wylatuje, leci nad oceanem, nad lotniskiem docelowym nie wysuwa mu się podwozie. Lata godzinę nad Warszawą, próbuje grawitacyjnego wysunięcia podwozia, ale nie udaje się. Nikt nie sprawdza bezpiecznika awaryjnego wysuwania, bo znajduje się jak mówią w telewizorni „w miejscu najgorszym, bo w kokpicie za plecami drugiego pilota”. Więc ryzykują życie pasażerów. Wystarczyło uruchomić procedurę dwustopniową: nie wysuwa się podwozie, sprawdzę może bezpiecznik. Każdy traktorzysta to potrafi.