Jak to czytasz, to czujesz, że jesteś adresatem

   Jadę sobie przez Kaszuby, patrzę na pola, cienkie, jałowe, ale dające trochę chleba i zastanawiam się, kiedy, znów będziemy na nich siać ziarno, żeby przeżyć zimę. Pejsaci bankierzy znów szykują awanturę, która skończy się rzezią na połowie Ziemi. Chciwe, leniwe ludzkie mendy, pragnące żyć z dywidendy, skonsumuje was ten sam robak i nie ulecicie ku żadnym niebiosom… 
   

Złota myśl

   Uczniowie z mojej klasy pytają mnie, czy mógłbym im podać jakąś złotą myśl. Rozejrzałem się po gabinecie, spojrzałem na tablicę, gdzie leżał ogryzek białej kredy na aluminiowym uchwycie.
   Chwilę pomyślałem i powiedziałem: – Przynieś do szkoły kredę, wynieś wiedzę.
   Parskali ze śmiechu przez piętnaście minut.
   Kiedy wracałem do domu, śmiałem się sam z mojego dowcipu, jak śmieje się człowiek, któremu wydaje się, że wymyślił coś sam, ale czuje, że idea wlała mu się przez nozdrza i uszy, jak komuś, kto zachłysnął się coca colą.

Nietzsche, Bóg i statystyka

Nietzsche mówił: diabeł z wami i z waszą statystyką. Powiem wam, że miał rację. Spotkałem ostatnio ateistę, lotkowicza. Dzierżył w dłoni swój kupon. Pytam go: – jak tam, wygramy coś? – Na pewno – odpowiada – przyjdzie taki dzień, że wygramy. – A w Boga nadal nie wierzymy? – Nie nie wierzymy – odpowiada. Mówię: – Bóg jest, albo nie ma. To pięćdziesiąt procent przeciw pięćdziesięciu. Wygrasz w lotto albo nie wygrasz, to jeden do czternastu milionów. Gdzie większa szansa wygranej? – E tam, student, znowu filozofujesz – odpowiada koleś. – Nie filozofuję – odpowiadam – gram na twoim terenie, twoimi klockami.
Za Pascalem…

Zakopany żywcem

   Zepsuła się kosiarka, więc trawa zestepowiała. Ciągnąc nogi w filcakach przez chaszcze, zaśmiałem się, bo przypomniał mi się Turgieniew i fragment jakiegoś opowiadania, gdzie używa określenia – ziemianin stepowy   
   Ciągną siwo-czarne chmury, żurawie trenują nad łąką, zawsze czwórkami, przed ostatecznym odlotem.
I jeszcze jakiś cytat z Turgieniewa: zakopany na wsi żywcem. Turgieniew był mistrzem skrótu, ale dla podobnych sobie. Dlatego nie zdobył popularności.Podobnych sobie, czyli intelektualnie i duchowo wolnych.    
   Jego pisanie nie było efektowne, ale najwyższej próby. Z kart jego opowiadań wypływało leniwym strumieniem samo życie, bo kochał życie i ludzi, jak Rembrandt. Nie naturę, ale ludzi. Nie książąt i królów, nudnych w powtarzalności swoich fanaberii i pragnieniu władzy, ale Prostych Piotrów Iwanowów, opartych o drewniany płot w N – tej guberni, ludzi zakopanych żywcem na wsi, bez szansy na sławę i poklask zmiennego i obojętnego świata. 
   
Napotkane pojedyncze istnienie na przestrzeni setek kilometrów kwadratowych potężniało, ogromniało, stawało się warte najwyższej uwagi, dla bezpretensjonalnej i ciekawej dziecięcą uwagą natury pisarza.Jego spotkanie z prostakiem, pijakiem, złodziejem, pastuchem nabierało wymiaru spotkania kosmicznego: Ty człowiek, ja człowiek. Ciekawe, co wyniknie z tego napięcia pomiędzy tobą a mną? Jaka wiedza ostateczna, czy ulotna refleksja, zawsze godna notesu i pisarskiej pamięci. 
   
Zakopany żywcem na wsi. Po co komu dzisiaj Turgnieniew?
   
Szosą obok przejeżdża codziennie niemało aut. Ludziska patrzą się na ścianę, którą pomalowałem, na dach. Nie wytwarza się żadne napięcie pomiędzy nimi a mną, oprócz tej wytresowanej przez współczesnych doktorów ducha ciekawości: ile dał, skąd na to ma, mógłby spaść z drabiny, żeby coś się działo, ciekawe, ile pożyje? Et cetera.

Sąsiad

   Na skraju wsi dom.
   Różowy tynk, skoszony trawnik.
   Ławka, owocowe drzewa,
   Porządek, ład, ale jakby martwy.
   Gospodarz przywołuje mnie
   Skinieniem dłoni.
   Wciska w rękę puszkę piwa.
   Siadamy, gadamy.
   Zawsze widywałem go za daleka.
   Machał kosą na łące
   Albo prowadził maszyny rolnicze.
   Z bliska rysy jego twarzy 
   Kapitulowały, miękły.
   Alkohol wyrzucał na powierzchnię
   Korek jego dziecinnej duszy.
   Ale każdy uśmiech gasł szybko.
   Zaglądał mi w oczy:
   Zapytaj mnie,
   Przecież słyszałeś.
   Nie zapytałem.
   Docenił to,
   Mocno uścisnął rękę na pożegnanie.
   Kiedy odjeżdżałem,
   Odwróciłem głowę,
   Jak kobieta, która go opuszczała.
   Patrzałem na różową fasadę.
   Może by została,
   Gdyby powiedział: nie
   I położył kolor po swojemu.