Lara

Lara

 Długo nie wiedziałem,
Kim jesteś.
Aż w twoje oczy
Wlała się zieleń łąki,
Sójka pod okno
Patyk po patyku
Przyniosła ci las.
Teraz jesteś
Moim zewnętrznym sercem.
Każdego ranka twój śmiech
Rzuca moją krew
W drugi
Serdeczny obieg.
      

Portret Wenus pierwszej z brzegu

Zapomniała, że też została stworzona dla piękna,
Włosy przeczesała palcami, była sama w domu.
Położyła się na łóżku, zsunęła ręcznik.
Wróciła z drugiej zmiany. W domu
Ta sama przyjazna pustka
Telewizja, radio, bratki w fiolce.
Wracała tramwajem, spodobała się sama sobie.
Miasto migało widmowymi światłami.
Przyglądała się swojemu odbiciu
W szybie ochlapanej deszczem.
Mężczyzna, który gapił się na nią…
Właściwie nie jest mnie wart…
Będzie chlał piwsko,
W końcu stanie się dzieckiem,
Jak każdy.
Zgasiła światło nocnej lampki.
Pomyślała o dłoniach ojca,
Szorstkich policzkach,
O braku, który spowszedniał.
Dla tego mężczyzny była przecież wyjątkowa.
On też, zanim się narodziła,
Traktował kobiety instrumentalnie.
Aż odkrył w sobie czuły kobiecy lęk,
O krew swojej krwi.
Tkankę swojej tkanki.
Jakby dziecko stało się jego zewnętrznym sercem.
Leżała naga w ciemności,
Żeby mogły ją widzieć
Te dobre oczy.
Zanim zasnęła, pocierała policzki
Dłońmi, które były jakby nie tylko jej
Własne.
Wcierała w skórę noc,
Tęsknota jej krwi
Wpływała powoli w swój drugi,
Ciemny obieg.
           

Koniec świata

   Koleżka mówi do mnie: koniec świata idzie. Frank drożeje, Stany bankrutują. Itd, itp. Ja mu na to: to wszystko mały pikuś. Kiedyś pewien wrażliwy pisarz powiedział, że świat nie ma racji bytu, skoro jest okupiony jedną łzą dziecka. 
   Zresztą świat zbankrutował dawno. Po pierwsze primo: praca nie ma wartości, po drugie primo: wartości nie mają też odwaga, honor, uczciwość w walce, przyjaźń. Liczy się tylko finansowy efekt, jak się mówi w małych miasteczkach: wyjebać kogoś w rogi za wszelką cenę, z gangasterską pasją, czy za maską marketingowego cwanego, uprzejmego wyrachowania. 
   To wszystko.