Romejko

Romejko, idziemy do szkoły.
Romejko, idziemy, dzwonek.
Romejko wynurza się z mroku.
Już nigdzie nie pójdę.
Kto z nas dwóch oszalał?
Ty trzeźwy, ja pijany
I gdzie nam do szkoły!
Od lat trzymam się tej latarni,
Mam blisko do sklepu i do cmentarza.
Życiu i śmierci śmieję się prosto w nos.
Kto żywy, kto martwy
Już nie pamiętam.
Romejko, weź się w garść,
Byłeś zawsze fajny gość.
Daj spokój, mi tak dobrze,
Tam jest północ,
Tam wschód i zachód,
To wiem, więcej nie chcę
Wiedzieć. Gwiazda polarna
Jeszcze trochę poświeci
Dla mnie i moich dzieci.
A jak jest Bóg,
To potem padnę
Mu do nóg.
No tak, Romejko. No tak.
Stój więc tu sobie,
A ja idę dalej w świat.
 

Prezydent bul

   Prezydent palnął byka w piśmie. Natychmiast stanął przed kamerami i zaczął się tłumaczyć: a Jarosław Kaczyński napisał kiedyś obiad przez „T”.
   Kumacie? Drogie dzieci? Puściłem bącka w piaskownicy, ale Maciek tez wali w gacie…
   Ale kto myśli, że to obniży notowania Pana Prezydenta, to się myli. To jest dopiero nasz człowiek. Tak jak my niedouczony, niedomyty, bez kindersztuby, spersonalizowana wola demokratycznego ludu. W sondażach dziesięć punktów w górę. 
   Cała banda matołów jedzie na jednym: na idiosynkrazji do Jarsława Kaczyńskiego. I nic więcej.

Józef

                                                       dla Ludwika

 I 

Arymatejczyk chadzał nad jezioro
Ubrany w liche szaty.
Niedawno pogrzebał ojca
I nie mógł otrząsnąć się z nocy,
Z którą zmieszała się jego krew.
Kuł już w skale swój grób,
Wchodził do środka,
Spijał w cieniu
Słodycz światła.

 II 
Idź, posłuchaj nieprawego słowa,
Mówił arcykapłan
I rozsądź w swoim sercu.
Ptactwo latało nisko nad wodą
I słońce kąpało się w drobnych falach.
Siedział wśród takich,
Którymi nauczył się pogardzać
I wciąż odwracał głowę
Od zapachu ich ciał.
Zawsze wiedziałem, co myślą.
Chcieliby zjeść więcej,
Niż mogą pomieścić ich usta.
Chcieliby sądzić o  tym,
Czego nie rozumieją.

 III 

Tamten człowiek usiadł jak inni,
Mówił spokojnie, jak do dzieci.
A stary nagle pomyślał,
Że mógłby się mylić
We wszystkim,
Co znał przedtem
I że wcale  go
To nie martwi
 
 IV 

Ale i tak odszedł zły.
Prawda… Nawet przeciwko sobie?
Przez chwilę był szczęśliwy,
Ale musiał wrócić do miasta,
Zdać relację, stanąć
Po właściwej stronie…
I jak to tak?
I jak to tak?
Świątynia bez ścian,
bez kolumn, bez naw,
ze samych słów,
ze samych słów? 

Dudniło mu w uszach
Przed bramami miasta:
Słowo, które padnie
Na skałę…

 V

Kiedy słyszał na ulicach
Krzyki i obelgi,
Siedział w domu.
Po prostu się bał.
Pierwszy raz w życiu
Czuł przed światem strach.
Zrobią wszystko, co zechcą,
Nic ich nie powstrzyma.
Ale to dodawało mu otuchy:
Pewność drogi,
Którą wyznaczył
Pan.         

Kroniki miasteczka W

Mężczyzna oparty o płot skarży się

 Niedługo koniec.
Co tu dużo gadać.
Zapalił i wypuścił dym.
Ile mi zostało?
Dwa czy trzy lata.
Mówił, jakby stanął na brzegu
I miał przepłynąć morze.
Moja stara wierząca,
Lata do kościoła,
A ja co?
Byłem na wojnie,
Ale jaki ze mnie
Teraz bohater.
Ani gdzie uciec,
Ani się czym zastawić.
Wkładałem do gęby,
Więcej niż mogłem zjeść,
A teraz na starość taki głód,
Jakbym nic nie jadł w życiu.
Ale wie pan co,
Robiłem zawsze po swojemu,
Wszystko robiłem po swojemu.
Wyciągnął młotek z kieszeni spodni,
Odsunął przywiędłą pokrzywę
I przygwoździł sztachetę,
Jakby dalszy ciąg rozmowy
Uważał za niestosowny.                    

Bij Kadafiego

   Dzisiaj piszą, że Kadafi ma 144 tony złota. Wszystkie jego aktywa zagraniczne zablokowano, więc teraz trzeba chłopa oskubać z resztek złota i ropy. Robią to sprzymierzeni chirurgicznymi, precyzyjnymi cięciami broni konwencjnalnej. Wszystko pod jarmarczno-grafomańskim tytułem: świt Odysei. Coś mi się widzi, że Goebels, mistrz propagandy to był amator do potęgi przy dzisiejszych specjalistach od pablikrilejszyn. Prawda wygląda mi tak, że urządzono sobie darmowy poligon, z całkiem możliwą dywidendą za jakiś czas. W zwierzęcym folwarku rządzą już tylko hieny, pazerne i tchórzliwe, strzelające do dzieci pociskami na samoster z odległości sta i więcej kilometrów. Męża prawego i bogobojnego już w tym pchlim cyrku nie uświadczysz.

Rymkiewicz, trzymaj się

     Rymkiewicza Marka Jarosława przed sąd zawleczono,
   z tego pozwania, że komunie łba zawżdy nie ukręcono
   i padalce gniazda uwiły i łeb dumnie noszą.
   I o zemstę niebios na sobie się proszą.
   Rymkiewicza wiodą w dyby, bo rym w prawie płodził
   i jako Morus na kurestwo jawnie się nie godził.

stop zbójom

   Chłopina w lubelskiem dobudował sobie do domu przybudówkę i przykrył ją wspólnym dachem z pierwotnym domem. Musi zapłacić opłatę legalizacyjną 50 tys złotych. Wszystko to działo się na jego posesji, na jego ojcowiźnie, na jego własności prywatnej. Może się raz weźmiemy za tych bolszewików paskudnych, którzy koncesjonują nas i zakazują nam wolności na swoim podwórku, a sami naginają prawo i kradną ze szwagrem, teściem i kumplem zięcia. Wójtowie, burmistrzowie, prezydenci dęci.

O co pan pytał

Myślałam, że miłość
To takie dosięganie gwiazd.
Mówiła, uśmiechając się
Nerwowo przez bagaż lat.
Najgorsze, że nie pamiętam nic
I nic nie czuję
I wściekam się, jak widzę
Młodych zbierających wiatr
W dłonie, we włosy.
Nie, to może nie tak.
Zagoniłam się w życie…
Dzieci, pranie, gotowanie
I czułam żal.
Bo kiedyś było jak na karuzeli,
Słońce, śmiech…
Sama nie wiem,
Dlaczego tak na mnie patrzą
Ci wszyscy młodzi.
Jakbym chciała ich wydać.
A przecież sama tylko pytam,
Bo nie wiem.
Wstyd mi iść przez miasto,
A zmarszczek nie będę gładzić,
Jak to teraz w modzie.
I nie ma za co.
A o co pan
Tak naprawdę pytał?     

Szkoła w pęczkach

   Jeżeli ktoś ma jeszcze złudzenia co do tego, że minister Katarzyna Hall ma wszystkie klepki dobrze dokręcone, to wrzucam obszerny cytat z jej bloga:
   

   Przygotowywaną obecnie zmianę ustawy o systemie oświaty potocznie czasem nazywamy „pęczkową”. Ma ona bowiem umożliwiać organom prowadzącym jakby „wiązanie w pęczki” prowadzonych szkół i placówek.

Dotychczasowy stan prawny umożliwia tworzenie zespołów szkół i placówek, ale nie pozwala łączyć razem szkół i placówek tego samego typu.

Szkoła „kurcząca się”, o coraz mniejszej liczbie uczniów z powodu malejącej demografii, na ogół ma także do zaoferowania coraz mniej, gdyż robi się coraz droższa, jeśli chodzi o organizację oferty podstawowej, obowiązkowej. Dlatego często oszczędza się na zajęciach dodatkowych, etatach wspomagających, a część zajęć jest powierzana nauczycielom bez odpowiednich kwalifikacji.

W takiej sytuacji samorząd stara się połączyć szkołę z inną. Wówczas następuje formalna likwidacja jednego szyldu szkolnego, zaś uczniowie i nauczyciele muszą zacząć jeździć pod innych adres. Większy i silniejszy organizm szkolny daje możliwość lepszej oferty dydaktycznej i opiekuńczej, ale szkoła przestaje być blisko dzieci i znika pewne centrum aktywności lokalnej.

Wyjściem z sytuacji w określonych warunkach może być utworzenie „pęczka” – grupy szkół. Wtedy kilka szkół będzie razem zarządzanych, ale pozostaną nadal blisko dzieci – będą funkcjonować dalej pod swoimi adresami. Czyli: scalamy zarządzanie, nie scalamy siedzib, powodujemy, ze nauczyciele pracują zgodnie ze swoimi kwalifikacjami i dojeżdżają do dzieci (w ramach jednego etatu mają odpowiednio ułożony plan zajęć na przykład pod trzema adresami), ale uczniowie nie dojeżdżają do szkoły. Grupowanie ma być czymś jakby pośrednim pomiędzy pojedynczymi szkołami a funkcjonującym na ogół w jednej siedzibie zespołem szkół.

Łącząc razem po kilka szkół czy placówek z jednej strony możemy nieco zaoszczędzić na kosztach zarządzania i uczynić je bardziej profesjonalnie zorganizowanym, a z drugiej podejmować się szerszego wachlarza zadań, również tych wspomagających, uzupełniających, dodatkowych.

To rozwiązanie może pomóc bardziej optymalnie zarządzać edukacją w konkretnych trudnych warunkach demograficznych i geograficznych. Chodzi o to, żeby nasi uczniowie byli uczeni przez nauczycieli posiadających odpowiednie kwalifikacje, mieli w szkołach dostęp również do wspierających ich w razie potrzeby psychologów, logopedów, terapeutów i innych specjalistów, żeby także mieli jak najbogatszą ofertę dodatkową nastawioną na rozwój ich zdolności i zainteresowań.

Dlatego nie proponujemy jednak łączyć „wszystkiego ze wszystkim”, tylko łączyć te szkoły i placówki, które mają pewne wspólne zadania, mogą też mieć wspólnych nauczycieli i specjalistów, wspólne elementy bazy czy będącego do dyspozycji wyposażenia, oraz bardziej kompleksowo zadbać o rozwój swoich wychowanków.

Dlatego właśnie edukacja przedszkolna z podstawową (grupy przedszkolno-podstawowe), gimnazjalna z licealną (grupy gimnazjalno-licealne) oraz zawodowa z ustawiczną (centra kształcenia zawodowego i ustawicznego). – pomyślane jako dodatkowa możliwość dla organów prowadzących – czyli wszystko może także funkcjonować pojedynczo lub w zespołach „po staremu” albo też w nowych grupach lub centrach „po nowemu”. 

   Czy trzeba coś tu komentować?

Brama północy

Brama północy

Stała w bramie północy
Jabłoń jaromłoda
I trzy inne drzewa
Siwe, ale trochę w barwach jesieni.
Tyle pamiętam.
Za nimi wał
Fal zastygłych
Albo coś jakby
Wstępujący las.
Więc mogliśmy iść
I iść.
Morze było skute lodem,
Ale ciepłe i pełne ścieżek
Jak w październikowym lesie
Nikt nie chciał wracać
Uwiedziony widokiem
Cisza martwiała,
Żadnych dźwięków
Ale szum potężniał.
Dróżki jagód, borówek,
Pięły się i plątały
Wybieraliśmy je jak wstęgi
Wysupłane z tęczy
Szliśmy długo razem,
Ale byłem sam.
Twoja dłoń
Wsiąkała w mgłę,
Aż ukazało się morze,
Dotykliwe, brunatne
Albo raczej miodne.
Ukryte za wydmą.
Podstępne, ale już nigdzie wrócić.
Nawet nie odwracałem głowy.
Odcisnąłem twarz
W piasku.
Zasnąłem.