Pytania

Pytania

A później wszystkie pytania staną się niestosowne.
Bo za późno, bo nietaktowne, bo nikt nie pamięta.
Na raucie u senatora wsiąkną w czerń smokingów.
Dylematy kata będą przedmiotem psychologicznych dysertacji.
A groby ofiar nie wiadomo właściwie gdzie.
Emblematem pamięci dzika zieleń traw.
Sanhedryn zamknął obrady, obowiązuje przedawnienie.
Mit Marsjasza pleni się tylko w rodzinnych kronikach,
Apollo wyrwał kartki z kartotek policji politycznej.
Hołduje kultowi estetyki, odbierze Nagrodę
Od bogów, którzy antycypowali jego zwycięstwo.
Czasami jakiś dzieciak wyleci z lekcji historii,
Uderzony w głowę lekcyjnym dziennikiem,
Za to, że zadał niestosowne pytanie,
Bo mu kiedyś, coś opowiedział dziadek.
   

przeczytane na forum internetowym

cuda wodzów

7 CUDOW GIERKA
1.Nie bylo bezrobocia.
2.Mimo ze nie bylo bezrobocia, nikt nic nie robil.
3.Mimo ze nikt nic nie robil, plan wykonano w 150 procentach.
4.Mimo ze plan wykonywano w 150 procentach , nigdzie niczego
nie bylo.
5.Mimo ze nigdzie niczego nie bylo, kazdy wszystko mial.
6.Mimo ze kazdy wszystko mial, wszyscy wszystko kradli.
7. Mimo ze wszyscy wszystko kradli ,to co kradli zawsze bylo.

7 CUDOW TUSKA
1. Jest bezrobocie.
2.Mimo ze jest bezrobocie, wszyscy pracuja.
3.Mimo ze wszyscy pracuja, plan nie jest wykonywany
nawet w 50 procentach.
4.Mimo ze plan nie jest wykonywany w 50 procentach
wszedzie wszystko jest.
5.Mimo ze wszedzie wszystko jest, nie wszyscy wszystko maja.
6.Mimo ze nie wszyscy wszystko maja, kradna glownie ci,
co maja wszystko.
7.Mimo ze kradna ci co maja wszystko , nie udaje sie
nikogo zlapac i niczego odzyskac.

Mój język

Mój język

                                    Wojciechowi Kassowi

W tym miasteczku
Nikt nie wypowiedział
Normalnego zdania
Z głową podmiotu,
Trzewiami czasownika,
Pawim ogonem
Przydawek, dopełnień
I okoliczników.
Każdy jakby zatykał się wiatrem,
Milknął w połowie
Słowa.
Jak tu wyprowadzić frazę
Jak w ogród Toskanii,
Kiedy wiatr i pleśń
W szczelinach wilgotnego baroku.
Mech i twarz
Patrząca na ciebie
Przez oka żółtej firanki.
Nie nauczyłem się gładkiego,
Dobrze przylegającego
Do rzeczy, sytego,
Pełnego afirmacji,
Skąpanego w słońcu,
Owiniętego wokół chabra,
Ostu i fasoli.
Bo i po co.
Z obfitości języka brał niejeden,
Przekuwał w swoje nikczemne narzędzia,
Podpatrywał, jak zrobić klatkę
Z łodyg grubego słonecznika,
Na którym wspierało się
Niebo pokornego i sprawiedliwego.
Strugam ze słów
Raczej kostur.
Do tego, czego szukam
Potrzebny mi prosty rytm:
Via crucis, via lucis.
To chciałem powiedzieć.
Albo coś w tym stylu.         

Gazeta Wyborcza

   - Czytasz Gazetę Wyborczą? – zapytał mnie z głupia frant mój znajomy.
  – Nie, ale czasami używam – odpowiedziałem bez zastanowienia i zacząłem krztusić się ze śmiechu z powstałego ad hoc żartu. Znajomy nie drążył dalej. Poczuł się zniesmaczony. Nie będę prostował i wyprowadzał go z jego interpretacji, nadinterpretacji, niedointerpretacji tego, co powiedziałem, bo tak naprawdę nie wiem, co pomyślał 
     Tak na marginesie, tęsknię do Trybuny Ludu. To dopiero była poezja. Trenowałem na Trybunie kiedyś za młodu szybkie czytanie w  miejscu zwanym klozetem z dymiącym klubowym w zębach. Gładkie, załgane do granic możliwości zdania wchodziły mi w tempie około 700 słów na minutę. Podejrzewam, że Wyborczej nie dałoby się tak szybko czytać. Wyższy stopień manipulacji, gryzie się to wolniej.

Elegia

Mała elegia dla Ewy B.

Poszłaś w zimną, lutową ziemię.
Tak po prostu.
Po cichu.
Nikt nie szarpnie się
Na mrozie
Na uwiędły przepych
Żałobnych metafor.
I mnie nie chcę się gadać,
Żegnam cię,
Patrząc, jak kostka lodu
Rozpuszcza się w whisky.
Byłaś za bardzo egzaltowana
Jak na moje przyziemne człapanie.
Nie umiałem latać
Na widok liścia klonu
Otwierającego żółtym kluczem jesień.
I twoja wiara inna,
Nie ma na ziemi,
Takiej rzeczy, której
Pragnęłabym bardziej,
Niż Jego miłość.
Nie jak moja,
Podszyta niewydarzonym tchórzem.
Chociaż chyba czułem
Tę samą radość,
Jakby do rozmowy
Między nami
Zasiadał czasami ktoś trzeci.
Poza tym
Nie mam nikomu
Więcej o tobie nic
Do powiedzenia.
To tyle.