Rolasy

- Olaboga, okradli mnie zawył Pancoś.
- Kto cię okradł? – zapytał zatroskany Sam Pipol.
- Premier rządu – odparł Pancoś.
- Jak to, premierzy nie kradną.
- A jednak. Oskubał mój otwarty fundusz emerytalny – Pancoś miał łzy w oczach.
- Jak był otwarty, to wleźli i skubnęli -  Sam Pipol wyciągnął prosty i trafny wniosek.
- Tak, wzięli z otwartego i wlali do zamkniętego. Do ZUS. Stamtąd już nikt nie wyrwie ani grosza.
- Nic z tego nie rozumiem. A te pieniądze były twoje?
- Moje, a czyje.
- To trzeba było wypłacić i cześć – Sam Pipol był zirytowany, jak zawsze w chwilach, kiedy pomiędzy możliwościami jego umysłu, a pojmowaniem rzeczywistości tworzyła się dziura dysproporcyjna.
- Nie można wypłacać.
- Jak to? Przecież twoje było…
- Ano było…
- Idziemy się napić, bez medytacji tego nie pojmę - Sam Pipol wziął ograbionego Pancosia pod mankiet i poszli się z żalu sponiewierać.

Ordery

Wisława Szymborska otrzymała kolejny laur – Order Orła Białego, ciekawe, czy za takie na przykład oto strofki z wierszyka

Nienawiść:
       
Religia nie religia –       
byle przyklęknąć na starcie.
       
Ojczyzna nie ojczyzna –
       
byle się zerwać do biegu.
       
Niezła i sprawiedliwość na początek.
       
Potem już pędzi sama.
       
Nienawiść. Nienawiść.
Twarz jej wykrzywia grymas  
ekstazy miłosnej.               
Ciekawe, czy ktoś kiedyś napisze historię literatury w kontekście: Literat jako intelektualna i koniunkturalna prostytutka.

Boskie i świeckie

   Świat jest pełen mętnych łbów, to znaczy ludzi, który się wydaje, że myślą, a którzy tylko przeżuwają poddaną im papkę. Jeśli wymaga się od nich myślenia, łapią się okrągłych zdań ze szkolnych podręczników historii, pisanych przez inne mętne łby, często na zamówienie łbów perfidnych i łbów celowo ukierunkowanych.
   
Oglądam sobie film podróżniczy o Szwajcarii, Ciuchcia jedzie pod górkę, gwiżdże. W tle Alpy, świerki, domki z czerwonymi dachami. Sielanka, raj. Zasypiam półsłodko. Jeszcze widzę nietypowy kościółek na stoku z absydą w kształcie dwuodkładnicowego, leśnego pługa, żeby rozbijały się i rozwarstwiały schodzące po Alpach lawiny.Nagle słyszę wielce uczony komentarz: Wierni nie ufając do końca opatrzności bożej, postawili po wyjściu z kościoła na swoje świeckie umiejętności, żeby poradzić sobie z żywiołem.
   
Omal nie spadłem z kanapy. Koleś cały czas opowiada o drzewach, tunelach, wiaduktach, zegarach z kukułką, a tu nagle metafizyczna prowokacja. Odsiał jednym rzutem oka świeckie natchnienia od boskich. Absyda w kształcie pługa to taki żart, figa pokazana Bogu, że skoro nie ma ochoty postawić na zboczu swojej opatrznościowej stopy na drodze lawiny, to niby my zaprzęgniemy swoje świeckie inspiracje i zadbamy, żeby kościółka nie zdmuchnęło ze stoku.
    
Jakie to było cudownie rzucone mimochodem, misterne, powabne poprzez jakąś lakoniczność, oryginalne poprzez kontrast, jak diamentowa brosza na szwajcarskiej pasterskiej siermiędze. Tak, tak, o nasze bezpieczeństwo dbamy dwubiegunowo, skoro, Bóg, stary niezguła nie umie zadbać o nie w sposób bezapelacyjnie skończony. A aucie mamy Świętego Krzysztofa i pasy bezpieczeństwa. To boska polisa, ta świecka. Podczas sztormu na morzu mamroczemy pacierze, ale zapinamy się w żółte kamizelki i wskakujemy do ratunkowego pontonu.
     
A może jednak strzeżonego, Pan Bóg strzeże, może ta mądrość jest innej proweniencji niż rozmyślania mętnych łbów; może jakiemuś Szwajcarowi, który w ostatniej ławce na mszy dłubał w nosie, Bóg podsunął pomysł absydy w kształcie pługa, tak jak podsuwał pomysły na katedry średniowieczne, wielkie eposy, boskie komedie et cetera. Wielkie lustra, w których chuda, niezdefiniowana świeckość chce się przejrzeć, odnaleźć choćby w malutkim kawałeczku, w stosie obrazów, które sama pokruszyła podeptała i gdzie słońce pali… 

Kroniki miasteczka W.

Stary człowiek opowiada

Czuję się tak,
Jakby przede mną
Była tylko
Betonowa ściana.
Te same złudne nadzieje,
To samo cygaństwo,
Żeby nabić sobie kieszeń.
Brudzić i prać,
Brudzić i prać,
To całe życie.
Czyli do przodu ani rusz.
Jak myślę, o tym,
Co było,
Chce mi się płakać.
Jakbym niósł jajko
Na łyżeczce
I bał się je stłuc.
Nogi jak galareta,
A ci co poumierali,
Jakby się narzucali
I widać ich coraz wyraźniej.
Pan uczony,
Była taka książka:
Stary człowiek i morze.
Chłop wypłynął na ryby,
Złapał wielką sztukę.
Był silny i odważny.
Takich dzisiaj już nie ma.
Ciągnął tą rybę do domu,
Ale mu te wszystkie rekiny
Obżarły ją do kości.
Wie pan,
Jakby bankierzy, podatki,
I różne inne hieny.
Tak ja to rozumiem
Na swój chłopski rozum.
A książka dobra,
Coś jakby o mnie.
 

Freddie

          Zima jak ta lala. I dobrze. Mordy pozmykali globalni ociepleniowcy. Śmigam z taczką przez zaspy po węgiel, nogom ciężko – umysł i duch poszły w pięty. W radio i w telewizji muzyka, która kręci tylko małą Larę.        
   
Ale wieczorem nagle przyjeżdża Freddie na wielkim białym koniu i śpiewa, tak jak na Wembley, Bohemian Rapsody. 
        
   
Akurat to wykonanie jeden z cudów świata. Mama, life had just begun, but now I`ve gon and thrown it all away. 
       
   
Przechodzą mnie ciarki, a raczej napadają mnie ciarki. Nogi przestają boleć i cała reszta, miękki, gnuśny mechanizm ciała. 
        
   
Kogo nie nachodzi pokusa, żeby wyszarpnąć się z kieratu, błysnąć jak raca i gdzieś wysoko, wysoko rozsypać się snopem kolorowych iskier; zaśpiewać przy stu tysiącach taką piosenkę, dźwignąć tłum na pół metra od ziemi?
        
   
Teraz mogę przez tydzień nie słuchać niczego, telewizyjnych dławidudów, radiowych męczystrun.
   
Lśnij wiecznie, Freddie, Królowo…  

Kroniki miasteczka W

Henio Smaczek opowiada

Nie było cię miesiąc w mieście
I już dwóch pochowali
Z naszej ulicy.
Jacha znaleźli w lesie,
Ktoś go zaciągnął,
Ściągnął buty,
Porozrzucał rzeczy.
Prokurator umorzył sprawę,
Niby Jachu, takie nic.
A Gandi też.
Miał raka mózgu.
Otworzyli mu głowę
I zamknęli.
Nie masz kasy,
Dwa tygodnie
I po tobie
Henio gniótł gazetę
Układał drzazgi na palenisku.
Pocierał zapałkę
Kilka razy.
Dwumetrowy Gandi
Był jak fregata.
A Jachu,
Właściwie żył na ulicy.
Cztery ściany
To nie zawsze dom.
Powiedziałem do Smaczka.
A w związku z czym
To mówisz?
Płomień buchnął
Mu pod ręką,
Jakby go wyczarował.