Spacer z psem

Lubię późną jesień.
Nikt nie szwęda się po lesie,
Żal mu mokrych butów i płaszcza.
 

Szukamy z psem zachodniego wiatru.
Chcemy, żeby przedmuchał nas
Jak zapchaną dyszę.
 

Nie idzie panie oddychać tym smrodem ¾
Mówi gostek na mieście.
W telewizji nic, tylko pierdolenie.
 

Odkrywam, że niektóre kolokwializmy
Staja się od razu poezją
.
…skoro język stał się prostytutką…

Rzucam kij, pies przynosi.
Idziemy drogą aż do krzyża.
Zawracamy, bierzemy wiatr na plecy.

Pies kładzie uszy jak chce pani ewolucja,
a mój duch goni za swoim ogonem,
żadnego na przekór Darwinowi postępu.
 

Przeżuwam te same kwestie co sto lat temuTomasz Mann:
samobójstwo reakcji
Przed barbarzyństwem humanistyki.
 

Co wrażliwsi obetną sobie języki,
Żeby nie bluźnić prawdzie.
Skoro można wszystko powiedzieć,
Można wszystko zrobić.
 

Panie, zajebiemy się sami,
Chwycimy się za łby i zajebiemy,
Panie, za darmo, za nic.
Panie…         

Oświadczenie J.M. Rymkiewicza

   Zamieszczam na stronie oświadczenie Jarosława Marka Rymkiewicza. Mam madzieję, że podczas rozprawy sądowej Duch Prawdy oświeci łepetynę sędziego i skończy się dyktatura cynicznego prasowego łajdactwa popartego lichwiarskimi pieniędzmi. Mam też nadzieję, że to ostatnie podrygi współczesnej Trybuny Ludu do kwadratu.

   Proces, który niebawem się rozpocznie, wygrałem, zanim się rozpoczął. I wygram go – nawet jeśli przegram w sądzie. Adam Michnik jest skończony. To jest koniec jego fałszywego mitu. Ten proces to jest koniec Adama Michnika.

W związku z rozpoczynającym się niebawem procesem, który wytoczył mi Adam Michnik (chowając się za wydawcę swojego pisma), oświadczam, co następuje.

W dziejach cywilizacji europejskiej procesy przeciwko pisarzom nie są niczym nowym. Wielu pisarzy było więzionych, byli nawet tacy, których powieszono lub rozstrzelano. Wielu pisarzy nonsensownie oskarżono, wielu wygnano z ich ojczyzny, wielu innym w różny sposób próbowano zamknąć usta i ocenzurować ich poglądy. Wystarczy przypomnieć Gustawa Flauberta, oskarżonego o napisanie „Pani Bovary”, czy Owidiusza, wygnanego z Rzymu przez cesarza Augusta.

Ale te prześladowania nie prowadziły


do niczego, ponieważ – właśnie w cywilizacji europejskiej – rzeczy miały się i mają się nadal tak, że literatura zawsze zwyciężała i nadal zwycięża. Literatura jest bowiem nieśmiertelna, a władza, która ją prześladuje, jest krucha, krótkotrwała i niepewna. Władza, także władza medialnych oligarchów, nic więc nie może zrobić literaturze, nic nie może jej odjąć, w żaden sposób nie może jej zaszkodzić. A jeśli może komuś zaszkodzić, to tylko sobie.

Osip Mandelsztam, zamordowany przez Józefa Stalina, jest teraz największym rosyjskim poetą XX wieku. Jest chwałą cywilizacji rosyjskiej i chwałą cywilizacji europejskiej. A Józef Stalin jest teraz tym, kim był zawsze – nędznym pijaczkiem, nędznym ospowatym prześladowcą Osipa Mandelsztama. I tak to już zostanie – na wieki.

Kto podnosi rękę na literaturę, temu ta rączka uschnie. To jest nieuchronne.

Proces, który niebawem się rozpocznie, wygrałem więc, zanim się rozpoczął. I wygram go – nawet jeśli przegram w sądzie. Adam Michnik jest skończony. To jest koniec jego fałszywego mitu. Ten proces to jest koniec Adama Michnika. W naszym języku istnieje pojęcie śmierci cywilnej. Okazuje się, że możliwe jest także cywilne samobójstwo.

Zapraszam wszystkich na moje przemówienie na sali sądowej. O terminie procesu poinformuję osobnym komunikatem.

Jarosław Marek Rymkiewicz

Polecam film: Sól ziemi czarnej

   Sól ziemi czarnej Kazimierza Kutza uważam za jeden z najlepszych polskich filmów, na pewno jeden z najpiękniejszych i magicznych.        
   
Twardy i suchy realizm życia na Śląsku został pięknie powleczony warstwą magiczną, jak dzieje się w życiu, kiedy miłość przypada na czas wojny, młodość przechadza się pod mankiet ze śmiercią, a niebo nad głowami czerwienieje otwartą, żywą raną. 
       
   
Sól ziemi czarnej to film o wartościach, Ojciec, to ojciec, posłuszni synowie, powstańcy dojrzali mężczyźni przekładają się przez kolano ojcu, żeby dostać cotygodniową rzniątkę pasem!  Ojczyzna to ojczyzna. Jak jest potrzeba, to mus dać za nią głowę. Miłość Gabryela do młodej pielęgniarki jest czysta, idealna, niemożliwa do spełnienia, a jakże przez to prawdziwa, powabna. Na planie nadrzędnym jest miłość czarnego, brudnego Śląska do zielonej Polski, która jest na wyciągnięcie ręki, ale jakże wciąż odległa. Żeby dostać się Tam, do krainy zielono – białych jabłoni trzeba przejść piekielną inicjację krwi pomieszanej na bruku z węgielnym miałem, śmiertelne wtajemniczenie pierwszego i ostatniego zarazem stopnia. 
       
   
Zapłatą za wolność jest krew. Ten lud nie miał swojej szlachty ani swojego, ale miał swoich żołnierzy, swoich buntowników i przywódców i szedł ku Polsce. Padają słowa w filmowym prologu. 
       
   
Gabryel płaci najwyższą cenę, stanąwszy ledwo na progu  wolności, ale na pewno potwierdziłby, że było warto, było warto za tę jedną chwilę spojrzenia na Piękno, Prawdę, Miłość. 
        
   
Nie wiem, jak daleko Kutz sięgał w swoim symbolicznym planie, ale chyba osiągnął coś więcej, niż zamierzał, jak to się dzieje z wielkim dziełami sztuki, które ulatują często wyżej ponad swoją pierwotną intencję. 
        
   
Film trzeba obejrzeć koniecznie jako odtrutkę na te nasze podłe czasy prażonej kukurydzy popijanej coca colą.

Zagadka

Zagadka dla oczytanych. 
                     
                             J.M. Rymkiewiczowi ku pokrzepieniu
 

Czy to redaktor, czy może stalinowski traktor?
Cnót wszelkich krynica,
Zimna jak piwnica.
Szygalewa z Biesów krzyżówka
Z Piotrem Wierchowieńskim.
Z emploi jakże niemęskim
Któren w narzędniku
By się zrymował z ojcu Rydzyku
Ha, ha.
O kim mowa?

Echa

Echa 
   
Co jest więc sprawą nadrzędną nad wszystkim? Odwaga, czy strach? Odwaga jest większa. Wierzyć w to, oznacza wolność. Dopóki się bałem, byłem niewolnikiem. To, co kochasz paradoksalnie najbardziej najmniej ze wszystkich rzeczy należy do ciebie. Oddala się im bardziej pragniesz. Właśnie z powodu tego twojego strachu. Pozwolić odejść, oddalić się temu, kogo się kocha, to przerwanie nici bojaźni, religijne zawierzenie. Jak pisał poeta, posłać syna dalej niż sam by się wybrał. Albo jak powiedział Jezus, Zostaw matkę, ojca, chodź ze mną.
   
 Faust chciał posiąść za wszelka cenę duszę Małgorzaty. Nie jej ciało. Jej pozbawioną strachu, bezkompromisową młodość. Porzucił swoja naukową wiedzę. Chciał poczuć pierwotny smak życia, pierwszy pocałunek, pierwszy w życiu łyk wina, powiew wiatry na szyi. Chciał dotrzeć do pierwotnego bodźca łączącego nas z drzewem życia. Drzewo wiadomości nie jest drzewem życia. ( Byron )  

Zmarł Kaszeba Gerard Labuda

   Duch pragnie wrócić do Stwórcy, do Ojca, ale przedtem podąża do miejsc ukochanych, do miejsc dziecięcych. Dorośli wzruszają się, kiedy widzą świat tak, jakby patrzeli nań dziecięcymi oczyma. Być może w tej chwili użyczają też wzroku krzątającym się niewidzialnie wokół nas duchom, które same nie umieją patrzeć, a chciałyby się jeszcze raz przyjrzeć rzeczywistemu.
   
Żywy ludzki duch, gdziekolwiek by nie przebywał, przepojony żywą niestygnącą wrażliwością i tęsknotą za minionym będzie mówił: 
Całem mem sercem, duszą niewinną,
Kocham te świętą ziemię rodzinną,
Na której moja kołyska stała,
I której dawna karmi się chwała.       
   
Duch kaszubski nasycony zapachem żywicy sztrądowych sosen, przepełniony piskliwym vibrato mew i rybitw, zasłuchany w szarże zachodniego październikowego wiatru po ścierniskach lesoków, głodny wrześniowego klangoru niecierpliwych żurawi, spragniony lipcowego szeptu kaszubskich chudych piasków, wiecznie zdziwiony hojnością i sytością wszystkich pór roku; ten duch wciąż będzie spowity w swoją tajemniczą dla innych ludów, mrukliwą tęsknotę i zapatrzony tym wewnętrznym profilem, rozpoznawalnym tylko przez swoich w stronę domu.
       
   
Tak w podróży życia wewnętrzny kompas naprowadza nas na drogę do domu i każdego dnia  odświeża genialny umysł dziecięcy, który sprawia, że nasza myśl jest ciągle młoda, niepogodzona z krzywdą i nieprawością, żądna Prawdy pisanej przez wielkie P, ciekawa świata i tego tajemniczego serca, które bije pod żebrami rzeczywistości.
        
   
Ten duch wierny sobie, szlachetnie naiwny, prostolinijnie wielki w ostatniej godzinie rusza spokojnym gościńcem zakrytej pamięci w stronę domu, przywabiony smakiem pierwszych dziecięcych łez, smakiem chleba, dotykiem rodzicielskiego policzka nad kołyską.
 

Jeszcze raz to samo

   Autor każdego dzieła sztuki podejmuje pewnego rodzaju akcję i musi się liczyć z reakcją. Twórca nie jest dwuletnim dzieckiem, które wchodzi komuś do salonu i sika na dywan, a później robi wielce obrażone miny, że kogoś podrażnił skutek jego twórczej ekspresji i ktoś krzyczy albo poczuł się obrażony. 
   
Jeżeli w ogródku przy domu postawie krzyż z przypiętą doń żabą, muszę się liczyć z tym, że przechodzień da mi w papę ze zrozumiałej abominacji bez względu na to, czy zdążę mu zakomunikować aktualny  stan dyskusji nad stanem sztuki współczesnej czy nie.
   
Ergo, budynek galerii sztuki nie jest azylem dla jawnej  tandetnej profanacji moim zdaniem ( vide Nieznalska ), a zdaniem rzeczonych twórców miejscem dla sztuki, której kanony w najlepszym wypadku są być może akurat dla tego dzieła jeszcze nie ustalone i niezrozumiałe. 
   
Zgoda. Naturą sztuki jest próba ustalenia własnego sacrum między innymi poprzez profanację. To niepodważalne, ale skąd dąsy i obrażone miny artystycznego światka, że ktoś poczuł siędotknięty?
   
Skoro we współczesnym świecie nie ma już żadnych kanonów wartości sztuki i nie wiadomo, co jest dziełem sztuki a co nie, to zupełnie nieuzasadnione są pretensję twórców do uznania ich co najwyżej publicystycznych ekspresji za skończone dzieło i poddanie obyczajowej ochronie. 
   
Niedługo będziemy musieli się wobec tego sądzić z kudłatym apaszem, który wymaże fekaliami fasadę naszego domu i stwierdzi, że to arcydzieło. Wystarczy, że zbierze się grono znawców i autorytetów i orzeknie, że oto dzieło stało się!!! 

Niewrażliwy na sztukę współczesną

   Jak zaistnieć w artystycznym świecie, skoro na globie jest z miliard artystów? A w dodatku upadły na pysk wszelkie kryteria klasyfikacji dzieła artystycznego, więc każda gospodyni domowa może uznać swoje niedzielne ciasto za dzieło sztuki o ile będzie odpowiednio długo tupać i to tupanie usłyszy jakaś liga pokrzywdzonych kobiet.
   
Trampoliną do pierwszej lub choćby drugiej artystycznej ligi w dzisiejszych czasach stało się kopanie symboli chrześcijańskich, bo na pewno, ktoś zareaguje i wytoczy proces. Przykładem takiej eskapady jest pani Nieznalska ze swoimi wytworami. 
   Przeczytałem na stronie w internecie, iż cały ten zgiełk wokół artystki to: NIEWINNA (po raz drugi) 11 marca 2010 po ośmiu latach procesu Dorota Nieznalska została ostatecznie uniewinniona. W uzasadnieniu sąd wskazał na winnego całej „afery” czyli telewizję TVN, która przedstawiła instalację w taki sposób, że mogła manipulować emocjami osób, które nie posiadały orientacji w dyskursach sztuki współczesnej.
   
Ot co. Nie mamy orientacji i wara od Nieznalskiej, bo za przeproszeniem męski chuj na krzyżu to głęboka piękna metafora, która poraża życiową prawdą i humanistycznym przesłaniem.Inna z prac tego geniuszu to korona cierniowa na psim łańcuchu przymocowana do ściany.
   
Broniłbym zawsze artysty, gdybym mógł wyczuć jakąś intencję, myśl, niechby byłą nawet straszna i przerażająca, obracająca w pył i proch moje dotychczasowe przekonania. Ale na pewno spokojnie nie zdzierżę, jak jakaś miernota profanuje, podkreślam profanuje rzecz dla wielu cenna i prawdziwą na tym świecie.
    
Niestety jest na świecie cała banda mydłków, którzy bulgotanie pod czaszką śmietankowego budyniu uznają za zaczyn materii geniuszu i bez cienia pokory eksponują przed światem swoje dzieła. Daje głowę, że nikt nigdy nie usłyszałby o panu Kippenbergerze, gdyby ten nie produkował dzieła pod tytułem zielona żaba przybita do krzyża. Takie dzieło nazywa się instalacją. 
   
Rzeczywiście nie posiadam orientacji w dyskursach o sztuce współczesnej i mogą czasami mnie ponieść zmanipulowane emocje. I nie wiem, czy w takiej chwili nie zainstalowałbym na przykład panu Kippenbergerowi mojej pięści na nosie. Taki jestem cham i bydlę niewrażliwe na sztukę.